Nowe przepisy o klasach energetycznych budynków budzą sprzeciw
Ministerstwo Rozwoju i Technologii zakończyło konsultacje społeczne dotyczące projektu nowego rozporządzenia w sprawie metodologii wyznaczania charakterystyki energetycznej budynków. Projekt zakłada wprowadzenie oznaczeń klas energetycznych podobnych do tych stosowanych w urządzeniach AGD. Pomysł spotkał się jednak z ostrą krytyką.
Wśród organizacji krytykujących projekt rozporządzenia Ministerstwa Rozwoju i Technologii (NRiT) znalazły się: Polski Alarm Smogowy (PAS), Fundacja Frank Bold, Instrat, Projekt Tempo, Instytut Reform oraz Instytut Ekonomii Środowiska. Organizacje pozarządowe wyliczają wady proponowanych rozwiązań.
Jedna nieruchomość – dwie różne oceny energetyczne
Zgodnie z założeniami rozporządzenia na świadectwie energetycznym budynku miałyby się znaleźć dwie odrębne klasyfikacje: jedna oparta na wskaźniku zapotrzebowania na nieodnawialną energię pierwotną (EP), druga – na energii dostarczonej netto (ED).

Organizacje pozarządowe ostrzegają, że wprowadzenie dwóch wskaźników może skutkować sytuacjami, w których ten sam budynek zostanie oceniony jednocześnie jako bardzo energooszczędny i bardzo nieefektywny.
Według PAS innych organizacji to rozwiązanie wprowadzi ogromne zamieszanie i dezinformację wśród mieszkańców i nabywców nieruchomości. Ich zdaniem dokument powinien jednoznacznie informować o rzeczywistym zużyciu energii przez budynek, a nie przedstawiać sprzeczne dane.
Biomasa fałszuje ocenę
Jednym z kluczowych problemów wskazywanych przez ekspertów jest sposób, w jaki system ocenia budynki ogrzewane biomasą, np. drewnem lub pelletem. Ze względu na to, że biomasa traktowana jest jako odnawialne źródło energii, wskaźnik EP dla takich budynków jest bardzo niski – nawet jeśli realne zapotrzebowanie na energię i poziom zanieczyszczeń są wysokie.
Polski Alarm Smogowy podkreśla, że taka metoda oceny może prowadzić do absurdu: stary, źle ocieplony dom z nieszczelnymi oknami i przestarzałym kotłem na drewno może uzyskać klasę energetyczną A według wskaźnika EP. Jednocześnie ta sama nieruchomość mogłaby otrzymać jedną z najniższych ocen – klasę F – według wskaźnika ED, który lepiej odzwierciedla rzeczywiste potrzeby energetyczne budynku.
Ryzyko pogorszenia jakości powietrza
Organizacje ostrzegają, że nowe przepisy mogą nie tylko dezorientować obywateli, ale również przynieść odwrotny efekt do zamierzonego. Według Andrzeja Guły, prezesa Polskiego Alarmu Smogowego, istnieje ryzyko, że właściciele nieruchomości będą montować tanie i wysokoemisyjne urządzenia grzewcze na biomasę, by uzyskać lepszą klasę energetyczną. Może to prowadzić do pogorszenia jakości powietrza w kraju zamiast do poprawy efektywności energetycznej budynków.
Niezgodność z przepisami unijnymi
Zgodnie z unijną dyrektywą budynkową klasa energetyczna A powinna być zarezerwowana wyłącznie dla budynków o bardzo niskim zapotrzebowaniu na energię, bezemisyjnych. W świetle nowych przepisów proponowanych przez ministerstwo klasę A może jednak otrzymać także budynek, który nie spełnia tych wymagań. Organizacje pozarządowe podkreślają, że jest to niezgodne z przepisami Unii Europejskiej, i apelują o korektę rozporządzenia.
Postulat: jedna, rzetelna klasyfikacja
Sygnatariusze protestu postulują, aby świadectwo charakterystyki energetycznej opierało się na jednym, przejrzystym wskaźniku, który rzeczywiście odzwierciedla zapotrzebowanie na energię. Tylko w ten sposób – jak twierdzą – dokument może pełnić swoją funkcję informacyjną i wspierać walkę o poprawę jakości powietrza i efektywności energetycznej w Polsce.
Katarzyna Poprawska-Borowiec
katarzyna.borowiec@gramwzielone.pl
© Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy Gramwzielone.pl Sp. z o.o.